sobota, 3 listopada 2012

KTO CZYTA KSIĄŻKI, ŻYJE PODWÓJNIE.



KTO CZYTA KSIĄŻKI, ŻYJE PODWÓJNIE.
                                                                                                               Umberto Eco

Przed paroma dniami w Belgradzie zakończyły się Międzynarodowe Targi Książki. Duża impreza – ponad ośmiuset wystawców. Licząca się w regionie. Organizatorzy mówią, że to drugie w Europie pod względem rozmachu i ważności Targi Książki, zaraz po frankfurckich. Nie umiem tego ocenić – ale czasem (często) trzeba brać poprawkę na szacunki gospodarzy:). Ale, drugie czy nie, jest to na pewno impreza duża –w ubiegłym roku odwiedziło je ponad 250 tysięcy czytelników. Tegoroczne szacunki wciąż są nieznane.  
Książek całe zatrzęsienie. Ceny oczywiście zatrważające, rabaty malutkie. Wybór tak duży, że jak to bywa w podobnych sytuacjach szybko następuje przemęczenie materiału i nie można się już skupić, nie widzi się niczego poza plamami coraz to nowych kolorowych okładek. Aby zrobić dobry rekonesans trzeba przyjść kilkakrotnie. I byłam kilkakrotnie. Obeszłam każde stoisko czując przy każdym wzięciu do ręki dobrej książki jednakową przyjemność. Ale nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że dużo częściej miałam w ręku słabą książkę. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale jestem dość wytrawnym czytelnikiem więc...więc szkoda, że dziś każdy może sobie sam wydrukować książkę tylko dlatego, że w swoim własnym (tylko i wyłącznie) mniemaniu jest wielkim pisarzem bądź poetą! Nie wiem czy mnie bardziej irytowały czy rozmieszały „wysokonakładowe” wydawnictwa  w ilości sztuk 150 lub 200. Ale już w ogóle nie do śmiechu mi było, gdy widziałam naprawdę duże nakłady szmiry różnej maści.
Mile mnie zaskoczyła ilość „polskich tytułów” – poza tak oczywistymi tłumaczeniami jak Miłosz, Szymborska, Herbert, Kapuściński itp., można się było natknąć na elitę współczesnych polskich pisarzy i poetów np. Zagajewskiego, Wargę, Tokarczuk, Stasiuka, Pilcha, na  wznowione wydania Sienkiewicza, ale i na Bursę i Kuncewicza i jeszcze kilka zgoła niespodziewanych nazwisk. Na każdym większym stoisku obowiązkowym punktem programu była polska literatura.
Oczywiście nie skupiałam się wyłącznie na polskiej literaturze – tę jednak czytuję w oryginale. Choć nie ukrywam, że zasmucił mnie fakt, że tak mało jest tłumaczy polskiej literatury – chyba mniej niż palców u jednej ręki – a przynajmniej tylko tylu dostąpiło zaszczytu publikacji swoich tłumaczeń. Bo cóż to za mistrz, który własnego czeladnika nie wykształcił – a niektórzy mistrzowie translacji są już wiekowi więc pora nie tylko na własnego, ale i na czeladnika czeladnika... Ale..
Penetrując stoiska ulubionych wydawców – mając niestety na uwadze ograniczone zasoby własnego portfela -  zdecydowałam się na zakup książek kilku serbskich pisarzy: zbiorek świetnych opowiadań Jeleny Lengold pt. Vasarski madjonicar (Festynowy magik) -  według mnie to jedna z najlepszych współczesnych autorek opowiadań (pisze także całkiem niezłą poezję i dobrą prozę). Wymieniony tu zbiorek został nagrodzony kilkoma prestiżowymi nagrodami, na które jak najbardziej zasłużył. Serbscy krytycy wielokrotnie akcentowali, że J. Lengold jest mistrzynią w budowaniu konstrukcji psychologicznej swych  postaci, portrety jej bohaterów są świetnie dopracowane ,  a sytuacje rozbudowane i nasycone emocjami.
Kolejna książka, która wzbogaciła moją biblioteczkę to również zbiór opowiadań, tym razem Aleksandra Tismy pt. Skola bezboznistva (Szkoła świętokradztwa). Do zakupu tej książki skłoniła mnie wcześniej przeczytana powieść tegoż autora pt. Knjiga o Blamu (Książka o Blamie) – smutna, okrutna, pozbawiona ozdobników i eufemizmów opowieść o losie Żydów mieszkających tuż prze II wojną oraz w czasie wojny i tuż po niej w Nowym Sadzie i Wojewodinie. Skola bezboznistva to również  wędrówka w głąb  mało znanych obszarów, które równolegle zamieszkują ofiary i kaci i próba odpowiedzi na pytanie czym jest egzystencja i jak ma się do kwestii tożsamości. Tę książkę polecam czytelnikom, których nie przerażają makabryczne i realistyczne opisy śmierci, życia i istnienia.
Svetozar Basara -  codziennie czytam jego krótkie felietoniki w dzienniku Danas. Pisarz, dla którego nie ma tematów tabu. Drwi, ośmiesza, czasami wulgaryzuje i otwarcie nazywa zjawiska i dewiacje, istnienia, których starają się nie widzieć rzesze jego rodaków. Zdecydowałam się na kupno książki pt. Dugovecnost (Długowieczność). To powieść stanowiąca metaforyczny obraz Serbów i ich charakterów wyłaniający się ze zderzenia światopoglądów rozgoryczonego krytyka serbskiego nowoczesnego  turbo stylu życia  i serbskiego super patrioty. By groteska była większa obaj pracują we frankfurckim ZOO, gdzie karmią małpy. Sam Basara o powieść określa jako komedię del’arte.
I na koniec książeczka niezwykła: Dusan Puaca i jego Konjotrk u vremenu (Koniokłus w czasie). Pięknie wydany zbiorek kilkudziesięciu opowiadań, których bohaterami są słynne... konie! Wśród plejady sławnych koni znaleźli się i dwaj przedstawiciele „naszej nacji” – koń majora Hubala i Jana III Sobieskiego. Każde opowiadanie napisane jest ze swadą i dużą dawką dowcipu (autor jest znanym satyrykiem) – a ponadto zawiera sporo elementów edukacyjnych zaserwowanych w zupełnie bezbolesny sposób :) Oryginalny pomysł literacki i dobre teksty to nie jedyne walory tej książki – na uwagę zasługują piękne ilustracje ozdabiające każde z opowiadań. Mam nadzieję, że to autorskie wydanie zwróci uwagę jakiegoś tłumacza literatury serbskiej w Polsce.
W tym samym czasie, gdy w Belgradzie odbywały się „oficjalne” Międzynarodowe Targi Książki, po raz piąty zorganizowana została jeszcze jedna jednodniowa impreza założona w hołdzie książce: Alternatywne Targi Książki Ivana Colovicia. Dla niewtajemniczonych: Ivan Colović to jeden z najbardziej znanych serbskich socjologów i kulturoznawców (on sam się obrusza nieco na to ostatnie określenie, ale niewątpliwie - choć nie formalnie,  to jednak faktycznie - jest kulturoznawcą), autor m.in. opracowania Bałkany. Terror kultury. Na tych Targach, gdzie zamiast „dzień dobry” usłyszeliśmy  dowcipne: „Jestem Ivan. Ivan Colović!” prezentowało się wydawnictwo tegoż  tj. seria Biblioteka XX wieku – czyli niezbędnik każdego, kto choć trochę interesuje się socjologią, psychologią, etnologią i etnografią, kulturoznawstwem, Bałkanami itp.. itd. – a więc interesującego się zjawiskami i mechanizmami rządzącymi współczesnym światem. Seria niezwykle prestiżowa, podobnie jak sama impreza. Warto zaznaczyć, że wśród opublikowanych autorów znalazł się m.in. Krzysztof Czyżewski.

A na koniec? Jeden aforyzm Georga Lichtenberga: „Książka jest lustrem; gdy zajrzy do niej małpa, nie odzwierciedli ona apostoła”.
  

TOPLA PRIČA O HLADNOM BALTIKU



TOPLA PRIČA O HLADNOM BALTIKU

Baltik nije ni toplo ni pitomo more. Istini za volju nije ni naročito slano. No, ipak je more koje se ume uvući duboko pod kožu. Ko je imao priliku da bar jednom prošeta baltičkom obalom, da mu zlatni, topli (a jos češće gladan) sipkav pesak obgrli stopala dok se galebovi nemirno dozivaju ili da vidi pravu buru, bes vodene stihije, poželeće da se još bar jednom vrati, pa još jednom, i još jednom, i tako u beskraj.
Ima par stvari koje su neraskidivo vezane za Baltik i samo za njega.
Baltičko zlato - ćilibar
Više puta sam videla čuđenje sagovornika kad sam pričala gde i kad se može naći ćilibar. Onda bih čula neizostavno pitanje: „Pa otkud to? “
Dakle, gde i kad? Najbolje u jutarnjim satima, odmah posle bure. Treba polako ići duž obale i pažljivo posmatrati mesto, liniju gde talasi dolaze do kopna pa se nazad uvlače u more: baš tu se mogu naći komadići – i manji, a ako imaš sreće i veći – ćilibara. Treba reagovati munjevito jer ako ste mislima na nekom drugom mestu talasi će oduzeti ono što su vam upravo darovali. Baltički ćilibar je organskog porekla i nastao je pre bar 40 miliona godina. Ćilibar je zapravo skamenjena smola iscurela iz ispucalih grana drveća i panjeva.
Na baltičkim plažama se najčešće može naći žuti ćilibar – mnogo ređe crvenkast i zelenkast. Koliko je prozračan zavisi od količine mehurića vazduha koje se u njemu nalaze. Najdragoceniji komadići su oni sa zarabljenim mušicama i biljkama.
Najveći komad ćilibara ikada nađen na baltičkoj obali bio je težak 9,5 kg.
Ćilibar se koristi u razne svrhe – za prelep i veoma skupocen nakit, ali i u medicinske svrhe. Veruje se da ogrlice od ćilibara sprečavaju glavobolju i grlobolju, dok savremena litoterapija preporučuje da se od njega pravi alkoholni napitak koji je od velike koristi u lečenju štitne žlezde, bolesti grla i promuklosti i na kraju od velike je pomoći u lečenju reume. Koristi se takođe u izradi kozmetike.
Kada uzmete ćilibar u ruke odmah ćete osetiti njegovu toplinu – protrljan rukama počinje da prelepo miriše.
Ćilibarska odaja
Sa baltičkim ćilibarom vezuje se još jedna priča – istorija nestale tokom II svetskog rata Ćičibarske odaje. Ćilibarska odaja je zapravo kompletno opremljena soba čiji je enterijer u celini napravljen od ćilibara. Opremu je kod gdanjskih zlatara 1701.god. naručio Fridrih I. Radovi su trajali 11 godina. Sobu je osmilio majstor ćilibarskog zanata Andreas Šliter dok su se izradom bavili prvo Gotfrid Volfram, a kasnije dva druga zlatara iz Gdanjska tj. Gotfrid Turau i Ernest Šaht. Napravili su pravo remek-delo: sobu dimenzija 10,5 x 11,5 čiji su zidovi bili prikriveni veoma pažljivo odbaranim i obrađenim komadićima ćilibara koji su se ređali u reljefe i grbove, figure i figurice. Kada je Petar I Veliki ugledao odaju tokom posete Pruskoj ponestalo mu je daha od oduševljenja, te mu je Fridrih Vilhelm poklonio odaju u znak prijateljstva i upravo sklopljenog saveza. Odaje je prenesena u Sankt Peterburg, gde je prvo smeštena u Letnjem pa u Zimskom dvorcu. Odaja je kasnije proširena za nameštaj, ogledala i kandelabre. Carica Elizabeta je 1755.god. prebacila Ćilibarsku odaju u dvorac u Carskom selu.
Nažalost, Ćilibarska odaja nije oduševila samo careve već i fašiste. Nemci su je ukrali 1941. godine i u kutijama prebacili u Kraljevski grad (danas Kalinjingrad), gde su je držali do 1944. Tad je odaja evakuisana – ponovo je upakovana u kutije i sakrivena u lagumima zamka. Ovde joj nestaje trag.  Kada je Crvena armija u aprilu 1945.god osvojila zamak odaje nije više bilo. Postoje razne teorije o sudbini Ćilibarske odaje. Za njom su godinama tragali radnici poljskog, nemačkog (istočnog i zapadnog) i sovjetskog ministarstva kulture, pripadnici specijalnih službi i hiljade amatera. Korišćene su usluge vidovnjaka i radijesteta.
Pričalo se da Ćilibarska odaja može biti sakrivena na raznim lokacijama u Poljskoj (npr. Krakovu), u Kraljevskom gradu. Tražena je na nemačkom brodu Vilhelm Gustlof koji je potopljen na Baltiku 1945., priča se i da je odaja bila premeštana avionom koji se srušio u jezero blizu Rogoba ili da je potopljena u nekom od finskih jezera. Neki kažu da je potopljena u Baltiku. Nije isključeno ni da je Ćilibarsku odaju progutala vatra za vreme požara Zamka u Kraljevskom gradu koji su bombardovali saveznički avioni ili za vreme napada Crvene armije u aprilu 1945.godine.
Kopija Ćilibarske odaje koja je stavljena na uvid 2003.god (radovi na rekonstrukciji su započeti još 1979.god. i njena izrada je koštala 11,5 mln dolara!) nalazi se u dvorcu u Carskom selu.  
Avanturisti ne odustaju i i dalje tragaju za originalnom Ćilibarskom odajom, verujući da ipak nije uništena. Možda će ovaj tekst inspirisati još nekog ko će krenuti tragom odaje i imati više sreće od drugih?
Poljske Bele planine ili O pokretnim dinama
Prava baltička osobenost jeste živ pesak odnosno pokretne dine koje se nalaze u okviru Slovinjskog nacionalnog parka blizu odmarališta Leba. Dine se nalaze na prostoru koji je stvorilo more i Lepsko jezero. Dine se neprestano pomeraju brzinom od oko 10m godišnje. Odlazak na dine prava je atrakcija – odjednom smo istovremeno na moru, u pustinji, na jezeru i u močvari. Dine, koji neki zovu poljskom Belom planinom, ostaci su skadinavskog lednjaka. Nekad su lokalni stanovnici pokušavali da pobede pesak i vetar. Tokom bura, koje na Baltiku nisu retkost, dine su uništavale sve na šta bi naišle na svom putu – čupale drveće, zatrpavale sela. Kasnije su ljudi odustali od borbe sa peščanim planinama koje su ušle u sastav Slovinskog nacionalnog parka. Najveći vrh Bele planine jeste Lencka dina (ok. 42 m nadmorske visine) odakle se pruža prelep vidik na dine, Baltik i Lepsko jezero.
Neverovatan je utisak kad nakon turističke putanje od 5km, koja zahteva dobru kondiciju jer nije ni malo jednostavno peti se na peščane planine kad zemlja (čitaj: pesak) beži ispod nogu, ugledate more. Sjajna je avantura naći se odjednom usred evropske pustinje – pogledati oko sebe i videti samo beo pesak, osetiti vetar na licu, miris soli i vlage koja nagoveštava blizinu mora i razočaranje kad se popnete na nov peščani vrh i shvatite da opet sem peska ne vidite ništa i da do cilja koji nagoveštava miris vetra morate savladati još koji kilometar peska. A onda ugledate talase se belim grivama i niko, ama baš niko, ne može se odupreti želji da potrči, da onako kako stoji, u odeći, utrči u vodu, da ne mareći za hladnu vodu pobegne od peska, nakvasi slanom vodom ruke i lice , i da se radosno nasmeje.
Međutim, dine nisu poznate samo po prirodnim atrakcijama. Ovde su tokom II Svetskog rada Nacisti uvežbavali svoje vojne jedinice za rat u Africi, a danas se može razgledati poligon na kome su Nemci vršili raketne probe.
http://www.youtube.com/watch?v=pf4NkyC3gjY&feature=relate
http://www.youtube.com/watch?v=mPOlT89YkDQ
I za kraj jedna hladna – no uzimajući u obzir uspomene iz mladosti, ipak topla priča. Da li ste ikad klizali po moru? Da li ste ikad vozili kola po zamrznutom moru? E pa na Baltiku je to moguće! Kad je zima malo jača (kada temperatura nekih desetak dana dostiže –25 stepeni) jedan deo Baltika se zaledi. A kad se zaledi toliko da sve dokle dosežete pogledom ne možete ugledati vodu to je znak je započeta sezona klizanja na Baltiku. Samo onaj ko je bar jednom iskusio šta znači kad ti je vetar savezni, šta znači uhvatiti zamah i dati sebi oduška kližuci kilometrima napred i napred, sve dok vam ne ponestane snage, znaće o čemu govorim. Taj se osećaj ne može opisati rečima – ovo jedinstvena prilika da osetite posebnu vrstu harmonije sa prirodom i pripadnost mikrokosmosu. Probajte, najavljuju veoma jaku zimu!

środa, 29 sierpnia 2012

LETNIA BELGRADZKA MOZAIKA


LETNIA BELGRADZKA MOZAIKA
Pierwszy obraz
Stary BIGZ. Ogromny budynek – moloch, w którym niegdyś mieścił się budzący respekt wydawniczy kombinat. Dziś zaniedbany i popadający w ruinę. W pewnym momencie „przyuważyli” go młodzi muzycy i opanowali część pomieszczeń. A że młodzi muzycy to świat zasadniczo nieforsiasty budynek i dalej niszczeje – tym bardziej, że trudno inwestować w coś, co należy niewiadomo do kogo. Tak na marginesie Belgrad jest miastem mogącym się „pochwalić” ogromną ulicą straszących ogromnych budowli – niegdyś siedzib wielkich świetnie prosperujących przedsiębiorstw państwowych, dziś  rozpadających się potworów o niejasnej strukturze własnościowej pogłębiających tylko przygnębiające wrażenie ziemi niczyjej. Wróćmy do Bigzu. Sierpniowy wieczór. Upalny do bólu. Na ósmym piętrze koncert Katariny Pejak. Młodej artystki o niesamowitym głosie, o której – jestem do tego w stu procentach pewna - świat jeszcze usłyszy. Samo wejście do budynku jest przeżyciem samym w sobie – underground w czystej postaci. Trudno się oprzeć wrażeniu, że próg budynku jest progiem oddzielającym dwa różne światy i jego przekroczenie jest równoznaczne z cofnięciem się w czasie o przynajmniej pół wieku. Oczywiście winda nie działa – a nawet gdyby działała to nie jestem pewna czy miałabym odwagę do niej wejść. Mimo, że wspinamy się w górę to wciąż mi się wydaje, że każde kolejne piętro jest coraz niższą kondygnacją prowadzącą do miejskiego Tartaru.
Dotarliśmy na szczyt – pomieszczenie, które w zamiarze miało być klubem, ale najwyraźniej pomysłodawca zniechęcił się w połowie drogi.. nieważne. Taras, wielki, z cudowną panoramą na pół Belgradu... naprawdę pięknie! Potem dwie godziny świetnej muzyki. Najwyraźniej underground pryzmat sprawił, że to co słyszały uszy i na co patrzyły oczy stało się jeszcze wyraźniejsze. Suma sumarum niesamowite przeżycie: i jako całość, i wszystko z osobna.

http://www.youtube.com/watch?v=THzgC4EXjew
http://www.youtube.com/watch?v=iOQAgP2C1s8

Drugi obraz
Zupełnie przypadkowe spotkanie. Trochę nieprawdopodobna opowieść o tajemniczej Jazztoracji. Potem telefon z zaproszeniem. Zemun – austrowęgierska część Belgradu, niegdyś odrębne miasteczko, które w jakimś momencie zlało się z Belgradem - ku wyraźnemu niezadowoleniu mieszkańców Zemuna. Mam problem ze znalezieniem uliczki (gospodarz mnie zresztą ostrzegł, że tak będzie) – koło kościoła jest ta uliczka, koło tej tamta, a 50 metrów dalej ta, która prowadzi do mojej. Jest! Niesamowite miejsce, do którego zmierzam to koniec ulicy... kojarzy się z kresem drogi – nie można pójść już dalej... konspiracyjnie pukam kołatką i.... znowu próg, który oddziela dwa światy! Zamyka się za mną brama i oto nagle znalazłam się w toskańskiej trattorii...tak mi się zdaje, gdy rozglądam się po podwórku z ciasno ustawionymi stoliczkami ... ale gdy zerknę w bok jestem przekonana, że siedzę nad morzem – widzę tylko taflę wody podczas, a drugi brzeg Dunaju ukrył się gdzieś w półmroku. Miejsce jedyne w swoim rodzaju – koncerty dla przyjaciół w domu i organizacji Sasy Sopceka i jego uroczej towarzyszki Nataszy. Byłam parokrotnie. Za każdym razem świetny jazz w wykonaniu mistrzów – niby nonszalancja, a jednak wysoka klasa. Przyszło mi w pewnym momencie do głowy, że wraz z przekroczeniem progu Jazztoracji osiągnęłam kolejny stopień wtajemniczenia... miasto dopuściło mnie do swojej tajemnicy, ukrytego miejsca, gdzie czas mierzy się ilością taktów i nikogo nie martwi to, że północ juz dawno minęła...

http://www.youtube.com/watch?v=RG0L3aPmmtc
http://www.youtube.com/watch?v=W73nEzCrdBc&feature=relmfu

Trzeci obraz
Ulica Skadarska – potocznie zwana Skadarlją. Miejsce niezwykle popularne wśród turystów, a ze względu na ceny unikane przez „tubylców”.  Uliczka, gdzie niegdyś królowała tutejsza bohema – pisarze, aktorzy, reżyserzy, dyrektorzy teatrów – tu się tworzyło wielkie dzieła i później czciło ich sukcesy bądź analizowało porażki! Dziś jest to miejsce kojarzące się z kilkunastoma tradycjonalnymi restauracjami usytuowanymi po obu stronach ulicy i kilkoma galeriami. Uroku uliczce dodaje „skadarska aktorka” przechadzającą się od restauracji do restauracji i recytująca wiersze największych serbskich poetów, niegdyś bywalców Skadarlji. Ale to nie jedyna atrakcja Skadarlji – każda restauracja ma swoją własną orkiestrę, która w letnie wieczory nie rzadko sytuuje się przed budynkiem restauracji koncertując pod chmurką. Zdarza się, ze kilkanaście orkiestr stojąc niemalże obok siebie gra w zapamiętaniu własny repertuar... efekt końcowy bywa czasem... hmmm mało muzyczny - delikatnie rzecz biorąc. Obserwowałam kiedyś myzykantów (myślę, że to najwłaściwsze określenie dla skadarskich „artystów” – z całą moją sympatią względem tychże) i nie mogłam sie oprzeć wrażeniu, że wielu z nich przygrywa ot tak dla własnej przyjemności, niezależnie od tego co akurat gra pozostała część orkiestry... razu, któregoś w Skadarlji gościł maestro Robby Lakatos  oraz jego orkiestra – wyszedł zachwycony mistrzostwem lokalnych muzyków – najbardziej zachwycił go skrzypek mający zamiast strun...kabelki telefoniczne... słyszałam na własne uszy :)
No i jeszcze kocie łby... autentyczne, XIX-wieczne i nie do pokonania w butach na obcasie.
Pamiętam Skadarlję w czasach jej świetności – w 1989 roku turystów tam było tak wielu, że nie sposób było się przepchać z jednego krańca na drugi – potem zupełnie opustoszała... była smutną zapomnianą uliczką... teraz, wraz z powrotem do Belgradu turystów, Skadarlja stara się odzyskać swój dawny splendor... ale czas i nieinwestowanie w obiekty zrobiły swoje – dziś Skadarlja przypomina podstarzałą damę, która żyje dawnymi wspomnieniami, ale wyświechtany strój  zdradza jej wiek i status...
Mimo to miło jest przespacerować się tamtędy od czasu do czasu, usiąść na chwilę przy lampce wina i posłuchać staromiejskiej muzyki w wykonaniu skadarskich, na swój sposób urokliwych „orkiestrantów”

http://www.youtube.com/watch?v=-qAKpnb73ms
http://www.youtube.com/watch?v=MrtSl4bieQQ&feature=relmfu

BESTER QUARTET PONOVO U SRBIJI


BESTER QUARTET PONOVO U SRBIJI

Srpska publika će u septembru ponovo imati priliku da poseti koncert formacije  Bester Quartet. Ovaj put mogućnost uživanja u prelepim muzičkim aranžacijama i izvođenju Bester Quartet-a imaće ne samo Beograđani, već i Nišlije.  
Ovogodišnji koncerti odvijaju se u sklopu promocije novog albuma grupe, koji u nekom smislu oslikava transformaciju  veoma poznate po izvođenju klezmerske muzike grupe The Cracow Klezmer band u Bester Quartet. Grupa je dobila ne samo novo ruho u smislu imena već je i transformisala svoj repertoar i već nekoliko godina u tom novom izdanju podjednako kao i pre oduševljava publiku sopstvenim aranžacijama. Ploču Metamorphfoses čini deset melodija zasnovanih na klasičnim formama koje su obogaćene elementima improvizacije. Muzičari su uspeli, uostalom kao i svaki put do sad, da naprave neponovljivu klimu koju obeležava mekoća muzičkih boja i nostalgija. 
Oni koji vole ovu vrstu muzike neće moći da ostanu ravnodušan slušajući The time of freedom, Hope ili naslovnu pesmu Metamorphoses. Svaka melodija je neponovljiva, intrigantna, privlačna i zarazna u nekom smislu.
Ispod imena Bester Quartet kriju se zapravo četiri muzičara: Jaroslav Bester – ruska harmonika, Jaroslav Tirala – violina, Oleg Diiak - ruska harmonika, klarinet, duduk, bubnjevi i Mikolaj Pospješalski – kontrabas. Svako od njih ima klasično muzičko obrazovanje, a osim toga je sjajan instrumentalista. U tom kontekstu i ne čudi što je i njihova muzika sjajna – iako zasnovana na klasičnom kanonu ipak stilski veoma „široka“. Dnas grupa izvodi uglavnom improvizacije u kojima su spojeni elementi džeza, klasične i avangardne muzike, a u pozadini se čuje klezmerska muzika, iz koje je bend 1997. godine ponikao i započeo (iako pod drugim imenom) svoju muzičku karijeru.
Bend je do sad ne samo sarađivao sa čuvenim muzičarima (Tomasz Stańko, John Zorn, John McLean), već je i svirao u mnogim prestižnim dvoranama i klubovima širom Evrope i sveta.  Prošle godine Bester Quartet je nastupao na Kolarcu u Beogradu. Muzičari već mnogo godina sarađuju sa prestižnom njujorškom muzičkom kućom Tzadik Johna Zorna – gde su izdali ne samo poslednji, već i sedam ranijih albuma: DeProfundis, TheWarriors, Bereshit, Sanatorium under the Sign of the Hourglass,  Balan, Remembrance,  Metamorphoses.
Svi oni koji žele da po prvi put ili pak ponovo čuju grupu Bester Quartet imaće za to priliku 18.09.2012. god. u 19.30., kad će muzičari svirati u Narodnom pozorištu u Beogradu i i 20.09., u isto vreme u Niškom kulturnom centru, dok će se koncert u Sofiji održati  21.09.2012. god.   
http://www.youtube.com/watch?v=U0pZsADul8k
http://www.youtube.com/watch?v=codcMi2qmYo&feature=share