środa, 4 lipca 2012

IGRA ROCK’N’ROLL CELA JUGOSLAVIJA (TAŃCZY ROCK ‘N’ ROLL CAŁA JUGOSŁAWIA) HTTP://WWW.YOUTUBE.COM/WATCH?V=2TCETCBTOOK


Igra Rock’n’Roll cela Jugoslavija
(Tańczy rock ‘n’ roll cała Jugosławia)
http://www.youtube.com/watch?v=2TcETcbtook

Serbom możemy zarzucać różne rzeczy, lubić ich lub nie, ale na pewno nie można im odmówić muzykalności i rozśpiewania. Przysłuchując się czasem nieprawdopodobnym ilościom piosenek jakie  są w stanie zaśpiewać bez zastanawiania się nad kolejnym punktem repertuaru, mam czasem wrażenie, że jeśli nie każdy to przynajmniej co drugi Serb nosi w sobie ukryty juke box i naprawdę nie radzę stawać z nimi w szranki w dziedzinie znanych piosenek.
Słucha się w Serbii, jak w każdym innym miejscu na świecie, muzyki bardzo różnej – tej znanej wszędzie – Serbia się może pochwalić przynajmniej kilkoma festiwalami o naprawdę światowym wymiarze: Exit, Beer Fest, Międzynarodowy Festiwal Jazzowy, czy całkiem niedawna impreza Belgrade Calling. Wcale nie tak rzadko można pójść na koncerty wielkich gwiazd muzyki fado, bluesa, świetnych balladzistów posłuchać old boyów ale i wschodzących gwiazd rocka, itp. Ale równie chętnie, jak światowych Serbowie (i wszystkie inne narody byłej Jugosławii) słuchają wykonawców z własnego podwórka. Tu wyraźnie wyodrębniają się przynajmniej trzy nurty: folklor, turbo folk i będący tematem moich dzisiejszych rozważań eks-yu rock. Rozwój i uwielbienie dla każdego z trzech nurtów wyrasta w swoisty fenomen kulturologiczny. Folklor, którego my się zasadniczo wstydzimy uważając go  „wieśniacką” formę twórczości, jest tu bardzo ceniony – żeby nie powiedzieć hołubiony.  Myślę, że nie przesadzę jeśli powiem, że w każdej rodzinie jest przynajmniej jedna osoba mająca w swym życiorysie przygodę z folklorem w formie udziału w zespole folklorystycznym. Młodzież nie wstydzi się przyznać, że tańczy (gra) w takich zespołach – ba jest to nawet forma image (i sposób na zwiedzenie świata!), a kto choć raz widział występy bałkańskich zespołów folklorystycznych doskonale wie, że „przebieranie nogami” w rytm ognistej często muzyki jest tylko wbrew pozorom łatwe www.youtube.com/watch?v=Bo8B3vth2Q4&feature=relmfu , a czasem nawet graniczy z akrobacjami. Oglądając występy zespołów folklorystycznych trudno się oprzeć urokowi pięknych strojów ludowych z różnych regionów Serbii, ale i tańców oddających nie tylko mentalność mieszkańców danego regionu: słynący z mężności i dostojności (i ponoć braku talentu do śpiewania i tańcaJ) Czarnogórcy twardo stąpając po ziemi w powadze wykonują swoje tańce www.youtube.com/watch?v=O8LXrsrwE7Y, pogodniejsze są tańce z Zachodniej Serbii www.youtube.com/watch?v=NBHMgfJAB4g&feature=related,  „lekkie”  z serca Serbii tj. Sumadiji www.youtube.com/watch?v=tVaUo-DApwo&feature=related  i   na koniec całkiem już wesołe,  tańce Wołochów, www.youtube.com/watch?v=IuIBEml0yr0. Tym, co lubią wiedzieć więcej, zdradzę, że o Wołochach, a właściwie Wołoszkach,  niegdyś mówiono, że  zajmują się magią, skore są do uciech cielesnych i prowadzą rozwiązłe życie. Często taniec był wyrazem historycznych uwarunkowań:
www.youtube.com/watch?v=6bnOfLeNaVU – tzw. głuche   kolo z regionu Lika, www.youtube.com/watch?v=edWS12rsc20&feature=related – czy też nieme kolo z Glamocy. Dlaczego niema? Powstało w czasach, gdy Serbia była pod panowaniem tureckim:  najeźdźca zabraniał spotkań i zabaw – ludność radziła więc sobie jak umiała: zrezygnowano z instrumentów, których dźwięk niósł się daleko i mógł ściągnąć nieproszonych gości, a rytm melodii wybijano głośnymi przytupami. Z kolei w tańcach z okolicy miejscowości Vranje, na południu Serbii, www.youtube.com/watch?v=Tae1GuzUccY&feature=related  - i strój i niektóre elementy zarówno tańca, jak i muzyki zdradzają wyraźne tureckie wpływy.    
Kończąc blok o folklorze muszę (chcęJ) powiedzieć, że można folklor lubić lub nie, ale jednak nie można nie być pod wrażeniem widząc jak na scenę przy okazji występu każdego szanującego się zespołu folklorystycznego wchodzą cztery pokolenia graczy: maluchy, młodziki (tancerze do czternastego roku życia, juniorzy i weterani - tancerze, którzy ze względu na wiek i obowiązki nie mogą na co dzień aktywnie stanowić trzonu zespołu, ale podczas niektórych koncertów chętnie pokazują swoje umiejętności.  Naprawdę imponujące!
Na turbo folku, jako machinie niszczącej wszelki gust zarówno muzyczny, jak i każdy inny aspekt dobrego smaku, skupię się innym razem. W każdym bądź razie, za każdym razem, gdy siłą rzeczy zmuszona jestem spojrzeć na ekran (zdjęcie), gdzie się akurat prezentują pólnagie „diwy” turbo folku (one same mówią o sobie ikony!!) w moim całym jestestwie oddzwania ostrzeżenie: uwaga parada potworów! uwaga parada potworów!
A teraz o czymś wręcz nieprawdopodobnym! Każdy kto choć trochę interesuje się Bałkanami, a precyzyjniej krajami byłej Jugosławii nie mógł się nie zetknąć, jeśli nie ze zjawiskiem, to przynajmniej z pojęciem jugonostalgii. Jugonostalgia niejedno ma imię, a jedno z nich to jugonostalgiczność za muzyką „ze starych dobrych czasów”.  Stare dobre czasy, w których kwitło wspólne drzewo życia ex-yu rock sceny to okres mniej więcej od 1960 roku do 1991. Wtedy powstały zespoły, których piosenki śpiewa się do dziś. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież w Polsce czterdziestolatki też śpiewają piosenki swoich idoli z młodości, podobnie jak piećdziesięciolatki czy sześćdziesięciolatki swoich. Ale piosenki przodujących zespołów fali ex yu rock śpiewa każdy – i ten kto miał wtedy 10 lat i ten kto ma dziś 10 lat. I ci wszyscy pomiędzy także.  W ubiegłym roku byłam na koncercie założonej w 1985 roku sarajewskiej pop rockowej grupy Crvena Jabuka. Koncert odbył w na chorwackiej wyspie Korcula. Cała publiczność - składająca się zasadniczo z małolatów, które nie mogą pamiętać z autopsji czasów największej świetności zespołu, śpiewała jednym głosem „Niko nije lud da spava” (Nikt nie oszalał, żeby spać) www.youtube.com/watch?v=m4BJS4sloMg pół roku później wstąpiłam na koncert tejże samej grupy w Belgradzie... znowu to samo: kilka tysięcy osób w wieku od 6-76 niczym dobrze wyszkolone wojsko śpiewa ile sił w płucach Nekako s proljeća (Jakoś tak na wiosnę)
www.youtube.com/watch?v=s2QvLMgNKag&feature=related. I już nie ważne, jak nazywają się języki powstałe z tego jednego wspólnego serbskochrwackiego, bo wszyscy są poliglotami znającymi wszystkie ex yu języki i bez oporu śpiewają Jazz ba
 http://www.youtube.com/watch?v=2Xp649xz7A8.
Dokładnie tak samo jest z innymi zespołami należącymi do ex yu fali . Na hasło „S one strane ulice stanuju devojcice” (Z tamtej strony ulicy mieszkają dziewczyny) każdy niemalże odpowie: A Zabranjeno pušenje i zaczyna nucić: www.youtube.com/watch?v=2Xp649xz7A8. Parni valjak? Ależ oczywiście: www.youtube.com/watch?v=bSsB4A1bLco&feature=related
Do najpopularniejszych „wiecznych” ex yu zespołów należą oprócz już wymienionych, Električni orgazam, Pekinška Patka, Leb i so, Kerber, Divlje jagode, Zabranjeno pušenje, Azra,  YU Grupa, Generacija 5, Vatreni Poljubac, Bajaga i Instruktori, EKV, Bijelo dugme, Haustor, Piloti, Plavi orkestar. Niektóre z nich znane są i w Polsce (np. Elektricni orgazam i Bijelo dugme). Inne znają Polskę, bo swoim utworami okazywały swoją solidarność z tym co się w latach osiemdziesiątych działo w Polsce – mam na mysli Azrę i ich piękną  piosenkę Poljska u mom srcu (Polska w moim sercu) www.youtube.com/watch?v=USOl4ZJYzEg.
Ex-yu piosenki najwyraźniej mają w sobie coś magicznego, a jednym z  dowodów na to są piosenki tychże zespołów nagrane w polskiej wersji językowej przez dobre polskie zespoły (projekty Yugoton i Yugopolis) np. O nic nie pytaj w wykonaniu Pawła Kukiza http://www.youtube.com/watch?v=NYEAB97T7kk czy słynne Malcziki http://www.youtube.com/watch?v=iNxDj-i-yi8.
Mówiąc o wykonawcach znanych i uwielbianych od Vardaru do Triglavu (pierwsze do to rzeka w Macedonii, drugie szczyt w Słowenii, pojęcia symbolizującego dawną wielką Jugosławię) nie można pominąć wspaniałego balladzisty Djordja Balasevicia. Balasević, obecny na estradzie ładnych parę dekad, będący doskonałym połączeniem Stachury i Wysockiego, śpiewający wspaniałe „piosenki z tekstem” ma tysiące zwolenniku, ale chyba trochę nie ma szczęścia do publiczności – jego koncerty przeplatane świetnymi komentarzami natury społeczno – politycznej, nie zawsze, a wręcz często, napotykają na oburzenie publiczności (szczególnie tej o nieco nacjonalistycznym zabarwieniu): rodzinna Wojewodina zarzuca mu , że się podlizuje Belgradowi, Belgrad, że flirtuje z Zagrzebiem... i tak dalej i tak dalej... Ale jak można go nie lubić, gdy tak urokliwie śpiewa o kogucie. Kogucie, który uwielbiał i kokoszki, ale i kaczuszki i indyczki...
www.youtube.com/watch?v=nn9NDW5QzPk&feature=related.
A skoro już wyszliśmy z rockowych klimatów to wspomnijmy przynajmniej o bośniackim zespole Hari Mata Hari i koniecznie o Dino Merlinie (ten ostatni koncertował w ubiegłym roku w Belgradzie po długiej nieobecności będącej wynikiem wojen, które się przewaliły przez Bałkany w ciągu ostatnich dwudziestu lat. W tym czasie padło wiele niepotrzebnych słów. Na szczęście i Dino i publiczność padli ofiarami amnezji i o wszystkim zapomnieli, a koncert był prawdziwym muzycznym rarytasem). Ponieważ jestem niepoprawną wielbicielką obu zespołów wytrwałym czytelnikom dedukuję dwie, moje ulubione piosenki:
Dino Merlin http://www.youtube.com/watch?v=UAxt51tp7Zs
i Hari Mata Hari: http://www.youtube.com/watch?v=YHw_VDJhess.
Opowieść o muzyce ex-yu to niezwykle wciągający i wdzięczny temat. Można o tym pisać i pisać, przytaczając kolejne linki – ale cierpliwość nawet najwytrwalszych czytelników ma swoje granice więc na do widzenia zamieszczę link z wyborem świetnych piosenek należących do fali ex-yu rocka: www.youtube.com/watch?v=8f5JrZ5NiiE&feature=related
Bawcie się dobrze!

środa, 27 czerwca 2012

SOBA BEZ KNJIGA JE POPUT TELA BEZ DUŠE


SOBA BEZ KNJIGA JE POPUT TELA BEZ DUŠE
(Ciceron)

Vrućine ne podnosim baš najbolje. Ali opet im se radujem jer znam da prethode periodu kad sam rasterećenija i konačno imam vremena da čitam ne samo noću. To je takođe vreme kada polako počinjem da pripremam spisak knjiga koje bih želela pročitati u toku odmora. No dok stignem do svog spiska letnje lektire pokušaću da razmislim šta bih preporučila da me neko pita za savremene poljske pisce.
Svakako bih na vrh takvog spiska stavila Olgu Tokarčuk čiji književni opus godinama veoma pažljivo pratim i veoma rado čitam, svaki put podjednako uživajući u njenoj izbrušenoj rečenici, sjajno izgrađenim likovima (što nije ni čudo ako se uzme u obzir da je po struci psiholog) i konstrukcijama koegzistirajućih paralelnih svetova. Moja avantura sa Olgom Tokarčuk je počela zajedno sa romanom koji ima u tom kontekstu i simbolični naslov Pravek i druga vremena (Prawiek i inne czasy). Za ovu knjigu mnogi kritičari kažu da je to jedan od najambicioznijih romana poljske savremene književnosti. Olga Tokarčuk je u njemu stvorila svoj svet koji se zove Pravek. Pravek je prosečno selo, ali istovremeno i centar mikrokozme. Simbioza je sveta ljudi, životinja i biljaka. Izumire i ponovo se rađa. Nestaje i traje. Misao i materija su i njemu savšeno ujedinjene. Tako različite i tako istovetne. Priča o istoriji Praveka je zapravo priča o istoriji čovečanstva. Pravo majstorstvo književnog stila (odnosnog svega što ga čini osobenim) može se videti i doživeti čitajući zbirku pripovedaka Svirka na mnogo bubnjeva (Gra na wiele bębenków) – devetnaest priča sa neverovatno jakim emotivnim nabojem. Sve napisane u veoma karaktirističnom za Tokarčuk stilu gde u savršenoj harmoniji egzistira težina i lakoća, konciznost i bajkovit stil, preciznost i epsko razvlačenje priče“. Pored te dve sjajne knjige na srpski jezik prevedena su još dva romana: Dnevna kuća noćna kuća (Dom dzienny dom nocny) i Beguni (Bieguni). Ovaj poslednji inspirisan je grupom ruskih starovernika koji su verovali da je svet prožet zlom i da nas od zla može spasiti samo stalno kretanje. Ovo je roman o putovanju (ne putopis!) – putovanju tela i duše i želji da čovek postane besmrtan – ali ne u smislu duše već konzervacije umrlog tela.
Međutim moj lični favorit je knjiga koja do sad nije prevedena na srpski jezik tj. Ana In u grobnicama sveta (Anna In w grobowcach świata). Roman je zasnovan na mitu o sumetskoj boginji ljubavi i rata Inani (mit nikad nije pronađen ceo). Kao u mnogim drugim knjigama sve se odvija negde između jave i sna, realnog i nestvarnog, ljubavi i mržnje. Roman se može tumačiti na različite načine: kao pobedu života nad smrću odnosno ljubavi nad smrću ili šire – kao priču o čevečanstvu, dakle temi koja je bliska spisateljici. Neki od kritičara pronalaze u knjizi feminističke elemente (žene su te koje pobeđuju, one nose sudbinu sveta dok su muškarci spori, neodlučni, tromi) – ja lično mislim da to nije od neke važnosti za celokupnu viziju. Priča o Ani In je savremena verzija starog, prelepog mita, prepričanog jednostavnim jezikom, koji pred nama otvara  slike  - čitke poruke , a sve to „uvlači“ čitaoca, skoro da ga primorava da krene sa Anom In u pakao, da navija za nju, drži palčeve za njenu pobedu, mrzi trome i bezdušne bogove. Jezik romana je neverovatan: melodičan, sa sebi svojstvenom ritmičnošću, stvara utisak da je u pitanju poema a ne prozni roman. Knjiga ne spada u kategoriju knjiga koje se čitaju na plaži ili u autobusu. Zahtevna je – traži celog čitaoca, sa svim njegovim čulima i punom koncentracijom. A opet ne zamara - na suprot - ne možete joj se odupreti.
Sledeći na mom spisku (ne u smislu hijerarhije već rednog broja) je Andžej Sapkovski i ciklus njegovih knjiga pod nazivom Veštac (Wiedźmin). Ja lično nisam ljubitelj knjiga o Hobitima, vladarima prstenova, vilama i utvarama. I više ne mogu ni da se setim koja me je „muka“ naterala da kupim tu knjigu... a onda nisam spavala ni jela dok nisam pročita sve knjige iz tog ciklusa. I mislim da zaista nisu preterane tvrdnje da je svet koji kreira Sapkovski mešavina Tolkina, Sjenkjeviča, srednjevekovnih običaja i predavanja iz ekonomije, slovenske mitologije, veronauke a sve to u konvenciji sjajnog trilera sa primesama ljubavi i mržnje. Koliko god grozno zvučalo – fenomenalno je! Tome se može dodati kompjuterska igrica, što takođe ne upražnjavam, ali moram priznati da je grafika na vrhunskom nivou! (http://witcher.phx.pl/) A tek muzika... Uzgred budi rečeno po ovom romanu (neki delovi su prevedeni i na srpski jezik) snimljen je i film koji nije ni blizu svom knjiškom prototipu već je sveden na nivo patetične sladunjave pričice.
Radnja se odvija u kvazisrednjevekovnoj alotopiji (kako kaže sam autor) dok su glavni junaci Geralt iz Rivije, veštac profesionalni ubica veoma opasnih po ljude čudovišta, koji je za to specijalno obučen, kao i mlada princeza Ćirila, koja je tokom rata izgubila familiju i presto. Pošto je Poljskom jedno vreme zavladala prava Veštac-manija  na bazi knjige sem filma i kompjuterske igre pravljeni su i razni (sasvim dobri) stripovi i animacije:  http://www.youtube.com/watch?v=vJ4aYe867NI  . Knjige Sapkovskog su prevođene na mnoge jezike. Interesantno je da prevedene na slovenske jezike odmah osvajaju srca čitalaca u tim zemljama – van slovenskog jezika njihov uspeh varira. Jednom prilikom, dok sam o tome razgovarala sa Sapkovskim, on je rekao da se to po njemu može objasniti drugačijim mentalitetom i drugom vrstom senzibiliteta  Slovena u odnosu na druge grupe naroda. Da li je zaista tako?
Ako bih se vodila principom da se na spisku nađu knjige prevedene na srpski jezik onda bih morala uvrstiti i knjigu Andžeja Stasjuka Na putu do Babadag (Jadąc do Babadag). Jedna u nizu priča o balkanskim putovanjima tog autora. U stvari... što se mene tiče jedina preporuka ove knjige je u tome što je prevedena na srpski jezik. Čitajući i Na putu za Babadag i Dnevnike nisam se mogla odupreti utisku da je Stasjuk imao užasan peh jer ni u jednom momentu nije uspeo videti ono što je na Balkanu lepo, pa mi je čak padalo na um da možda zapravo on to i nije želeo videti... a usput je i zaboravio kakva je naša zemlja bila pre dvadesetak godina. Zato bih mesto Stasjukovih preporučila skroz drugačije doživljaje s puta tj. nekoliko reportaža Vitolda Šablovskog pod naslovom „Ubica iz grada kasija“ (Zabójca z miasta moreli) koje su nastale kao impresija nakon njegovih putovanja po Turskoj. Jasno se vidi da je autor vrstan poznavalac teme kojom se bavi (a ne samo interpretator postojećih stereotipa) i da pored svog činjeničnog znanja ima još i „lako pero“ te se knjiga čita lako i brzo.
Mislim da osoba koja pakuje kofer za odlazak na odmor uskoro će prekoračiti dozvoljenu težinu prtljaga što će kao posledicu imati plaćanje dodatne takse. A pošto je bolje potrošiti novac za novu knjigu mesto za taksu ja će se suzdržati sa daljim „knjiškim“ preporuka. Ali ako slučajno idete vozom – javite – ima još šta da se nudi!  

wtorek, 19 czerwca 2012

ANNA


ANNA

Autobus przełyka kolejne kilometry. Zmieniają się widoki za oknem. Zmieniają się myśli w jej głowie. Przygląda się coraz to innym obrazom, wywołującym coraz to nowe skojarzenia… Patrzenie przez szybę ma niewątpliwie swoje dobre strony – jesteś tak blisko, a możesz zachować dystans. A gdyby tak przyjrzeć się przez szybę swojemu życiu? Gdyby tak przez szybę popatrzeć na miłości, które dotychczas jej się przydarzyły? Czy potrafi? A właściwie, co pchnęło jej myśli w tym kierunku? Splecione ręce, które widziała w prześwicie siedzeń przed sobą? Może las, który właśnie mignął? Może widok pól, które zdają się nie mieć końca? A może cel podróży: Srebrne Jezioro. Z tym konkretnym jeziorem nie wiązała żadnych wspomnień – może niesprecyzowane nadzieje, do których nie chciała się przyznać przed samą sobą… Może więc Srebrne Jezioro? Lubiła żartować, że w poprzednim wcieleniu musiała być albo Rusałką, albo straszną Topielicą wabiącą nieszczęsnych marzycieli w wodne otchłanie. Lubiła wodę.  Każdy pobyt nad wodą sprawiał, że otwierały się najgłębsze zakamarki jej duszy, marzenia wypełzały z zasklepiałej skorupy Raka, nadzieje wyrywały się z uwięzi… nawet smutki i żale znajdowały upust. Nie żeby się nimi z kimś dzieliła. A przynajmniej z nikim z krwi i kości. Dzieliła się nimi z wodą. A ta cichutkimi pluskami potwierdzała, że uważnie słucha, co jej leży na sercu.
Pomysł zajrzenia w głąb siebie najpierw wprawił ją w panikę. Było już jednak za późno, aby się wycofać – wspomnienia zaczęły się wymykać spod kontroli. Postanowiła jednak, że tę wycieczkę w głąb własnej duszy będzie konsekwentnie obserwowała właśnie zza szyby, by na końcu móc sobie udzielić porady … może rozgrzeszenia. Nic osobistego. Nic po znajomości. Szczerze. Zresztą, czyż nie po to wybrała się na tę wycieczkę na Srebrne Jezioro? Chciała porozmawiać z wodą… to znaczy ze sobą. Musiała porozmawiać ze sobą. Weszła w czas zmian. Pod każdym względem. Wciąż miała wrażenie, że wiruje w szalonym tempie. Czuła się tak bezradna nie mogąc złapać gruntu pod nogami. Z drugiej strony niejasne przeświadczenie podpowiadało jej, że musi się wyrwać z tego zaczarowanego kręgu, bo za chwilę będzie za późno. Na co? Na miłość. Na szczęście. Na karierę. Na sukces. Na życie. A przecież właśnie o tym wszystkim marzyła. Tego pragnęła. Gdy kiedyś, w ramach „terapii chandrowej”, poszła do fryzjera, w jej ręce wpadł artykuł o kobietach, które swoje „drugie” życie rozpoczęły po czterdziestce. Uznała go wtedy za znak boży, głos osobistego anioła stróża, który cichutko dodawał jej odwagi „dasz radę! ty też tak możesz! uwierz tylko w siebie!” Ten artykuł dodał je skrzydeł – przecież właśnie tyle lat miała! … i wiele tego zaczynała od początku. Potem chyba szybko o nim zapomniała i oklapła. A jeszcze potem, było kilka kolejnych „znaków z nieba”, które unosiły ją niczym skrzydła Ikara. Zresztą, za każdym razem, los Ikara konsekwentnie dzieliła do samego końca. Chyba trochę na własne życzenie – nie była ani zdyscyplinowana, ani uparta. Przynajmniej nie w tym sensie jakiego wymaga realizacja trudnych planów. Ogień entuzjazmu równie szybko w niej wybuchał, co i zagasał. Jechała więc nad Srebrne Jezioro, by odzyskać wewnętrzny spokój, by pewne sprawy zamknąć raz na zawsze . I głośno sobie powiedzieć „niczego nie będę traktować w kategorii porażek. Są tylko schody. Albo na nie wejdę, albo poszukam innej drogi. Nie mogę sobie więcej pozwolić na stratę czasu! Teraz pora iść dalej nie oglądając się wstecz!”! Czuła, że właśnie nadeszła pora, by podjąć decyzję, aby przestać oglądać się wstecz.
Anna ma czterdzieści lat. Piękny wiek! Chyba najwłaściwszy do zrozumienia porzekadła „mieć to doświadczenie, a tamte lata”. Choć akurat ona nie do końca się z nim zgadza – lubi swój wiek i wcale nie odczuwa potrzeby ujmowania sobie lat, ani też nie rozpacza, gdy dostrzeże kolejną maleńką zmarszczkę, której na pewno nie miałaby, mając dwadzieścia lat mniej. Często dyskretnie się uśmiecha widząc swoje rówieśnice próbujące, sposobem ubierania lub zachowania, oszukać czas. A jego się oszukać nie da. Nigdy. Anna umie korzystać ze swojej dojrzałości i doświadczenia. Ma nadzieję, że pozwolą jej one uniknąć pewnych błędów. Choć zapewne są takie sfery, gdzie żadne doświadczenie nie jest jej w stanie uchronić przed decyzjami, które mogą być brzemienne w skutki – ot choćby taka miłość…  
Miłość. Anna zaczyna powolutku schodzić w głąb siebie. Anna obserwatorka zza szyby widzi, jak ta druga stąpa delikatnie starając się wyłuskać z pajęczyny suszki, które niegdyś powinny były być pięknymi kwiatami. Czy były? Idzie ostrożnie starając się ominąć to, czego nie chce pamiętać. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że są takie miłości, których nie chce się pamiętać. Powoli odpakowuje pakieciki ze wspomnieniami – wypadają z nich uniesienia, oczarowania, uśmiechy, sympatie, pocałunki. Oczy Anny stają się coraz smutniejsze, oddech się spłyca, serce jakby biło w zwolnionym tempie… Czy to możliwe, że z żadnego zawiniątka nie wypadła miłość? Czy aby otworzyła je wszystkie?! Raz jeszcze przygląda się zawartości każdego z nich. Czy ci mężczyźni naprawdę tak niewiele dla niej znaczyli? Tyle, ile chwila, która wtedy trwała? Zabawy językowe są mocną stroną Anny – w ramach podświadomej wprawki przeformułowuje pytanie: „czy w jej życiu nie było ani jednego mężczyzny, który znaczyłby dla niej cały świat?” Skąd się nagle wzięły te głupie łzy?!... to pewnie wiatr… który nawet przez szybę… to pewnie tylko pyłek… który przez szybę… Cholerna szyba! Przecież miała uchronić przed emocjami!  Z perspektywy szyby Anna widzi jeszcze inne pudełeczka – nie należą do niej, ale to właśnie jej imię zamknięte jest w płatkach róż leżących na ich dnie. Dlaczego nie dostrzegła na czas ich właścicieli? Miało być szczerze… Ależ oczywiście, że ich dostrzegała. Była taka próżna… Miało być szczerze…  Bawiła się ich uczuciami… nie dbała o zasadę Małego Księcia, że ponosi się odpowiedzialność, za to co się oswoi… Szła w przód nie zważając na innych, by w końcu zostać, jak się teraz okazało,  z … niczym. Raz jeszcze obejrzała „pocztówki z miłości” – czy musiała skończyć czterdzieści lat, żeby dostrzec, że żadna z nich nie jest trójwymiarowa? Co jest z tymi łzami?!
Tafla jeziora jest też niczym szyba – czy tylko miłość nie miała dla niej dotychczas trzeciego wymiaru? Słychać kwak samotnej kaczki – może ona też przypłynęła nad Srebrne Jezioro, by rozliczyć się z sobą? Kwak – kwak. Dwie sylaby. An-na. Czyżby woda chciała coś powiedzieć? Ży-cie… An-na… Mi-łość… Twój-czas… Słu-chaj… Spogląda na kaczkę, która podpłynęła bliżej – jakby chciała, żeby Anna dokładnie jej się przyjrzała. Była naprawdę ładna, piękne kolorowe pióra lśniły w ostatnich promieniach powoli zachodzącego słońca, a jej odbicie w tafli jeziora, które przybrało czerwonawą barwę, ukazywało rozkosznego ptaka z dumnie uniesioną głową. Anna uśmiechnęła się do siebie: kaczka, która uwierzyła, że jest orłem. Moment! Moment! Kaczka, która wyglądała jakby była orłem! … bo uwierzyła…        An-na… An-na…
Anna znów się uśmiechnęła. Ale zupełnie inaczej niż przed chwilą. Wyprostowała plecy. Głęboko wciągnęła powietrze. Ma czterdzieści lat. To zobowiązuje wobec siebie samej. Jej pióra lśnią już całą gamą barw – ciężko pracowała nad tym, by nie były to tylko cztery podstawowe kolory. W jej wachlarzu barw w sumie mało jest przygnębiających odcieni… Gejsze na pewno zachwyciłyby się takim wachlarzem – a one są znawczyniami w tej materii! (Skąd nagle wzięły się gejsze?!) A więc ma prawo unieść wysoko głowę i z tej perspektywy spojrzeć na życie!  Ma czterdzieści lat. Niektórzy traktują to jako koniec pewnej ery i początek drogi prowadzącej ku schyłkowi. Dla innych to tylko przystanek jeden z wielu – zupełnie bez znaczenia. Jeszcze inni uważają, że doszli do punktu zwrotnego, który umożliwia ponowny start – tym razem w świadomie obranym kierunku. Gdzie jest Anna? Kaczka ponownie podpływa do brzegu. Natura poskąpiła jej daru widzenia w trójwymiarze  i w kolorze. Ale to wcale nie przeszkadza jej stwierdzić, że ma przed sobą osobę, która może jeszcze dosięgnąć gwiazd. Jeśli tylko tak postanowi… Obie patrzą na siebie uważnie – dwa dumne piękne ptaki… dwa piękne dojrzałe ptaki… dwa dojrzałe samotne ptaki… dwa ptaki…

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Wszystkie trąbki zdążają ku Gučy

Wszystkie trąbki zdążają ku Gučy

Połowa sierpnia.  Guča, malutka, bo licząca zalewie ok. 2000 mieszkańców miejscowość na południu Serbii, staje się na siedem dni trębackim epicentrum świata. Przez siedem dni Gučę zamieszkuje nie 2000 lecz 500 000 mieszkańców. 

Przez siedem dni nikt nie śpi. Zabawa trwa praktycznie całą dobę – trąbki cichną na moment może tylko gdzieś między piąta i siódmą – kiedy „zawodnicy” na chwilę omdlewają ze zmęczenia. Potem wszystko zaczyna się od nowa: po zmroku szaleństwo na scenie ustawionej na stadionie, przed zmrokiem każdy się bawi, gdzie może: jedni harcują na ulicy, http://www.youtube.com/watch?v=RgWpTfJOJN4&feature=endscreen ,inni obtańcowują  skwery, parki i łączki, jeszcze inni decydują się na tańce towarzyszące pieczeniu rytualnego prosiaka ni mniej ni więcej tylko na środku rzeki. Po miasteczku galopują różnej wielkości formacje trąbkowe grając, gdzie popadnie i dla kogo popadnie. Nie ma tych słów, które opisałyby atmosferę panującą w Gučy. Klimat jest tak niesamowity, że nawet Ci, którzy w masowej euforii tego typu nie gustują (na przykład ja) dają się ponieść bałkańskim rytmom podgrzewanym  nie tylko prażącym z nieba słońcem.

Impreza, która dziś przyciąga setki tysięcy widzów z całego świata i około 1200 wykonawców wyrosła ze spotkań trębaczy amatorów, które swoją pierwszą, bardziej festynową niż festiwalową, edycję miały w październiku 1961 roku. Oczywiście nie na stadionie lecz na dziedzińcu cerkwi.  Październikowy festyn, w którym wzięły udział zaledwie cztery orkiestry, był bardziej rewią przepięknych ludowych strojów, umiejętności tanecznych gości (oczywiście nikt nie tańczył walca ani salsy lecz walczono o tytuł najlepszego wykonawcy „kola” - ludowego tańca wykonywanego w najróżniejszych układach i przy różnej szybkości muzyki ludowej), umiejętności rzemieślniczych i zręczności kawalerów do wzięcia i panien na wydaniu.  A co to byłby za festyn, gdyby nie można było zjeść dobrej kapusty weselnej, fasoli po tutejszemu czy mięsa z różna z ciepłym chlebem i serem własnej roboty, oczywiście wszystko to zakrapiane rakiją, również własnej roboty.

Rok 1961 to bardzo ważna data dla „serbskiej” trąbki – od tej chwili zaczyna się prawdziwy renesans ludowej twórczości trębackiej w Serbii. Zwycięzcą I Festiwalu Trąbek został Desimir Perišić. Cała prasa entuzjastycznie pisała o niecodziennym wydarzeniu, powstała pierwsza emisja radiowa poświęcona trębaczom z Dragačeva, a Festyn stał się wydarzeniem, o którym dyskutował cały kraj. A właściwie prawie cały. Mając na uwadze nasze polskie  doświadczenia nie trudno przypuścić, że jedyną „stroną”, która do Festynu odnosiła się z wielką rezerwą (żeby nie powiedzieć niechęcią) były… władze. Szczególnie te lokalne, które zastygły w oczekiwaniu na instrukcję „z góry”.

Na II Festyn oprócz lokalnych trębaczy dołączyli trębacze z zachodniej Serbii, na III były już reprezentacje z południa i wschodu kraju. Organizatorzy imprezy jeździli po całym kraju przesłuchując orkiestry i zapraszając te najlepsze do Gučy. I zaczęło się szaleństwo. Dziedziniec cerkwi był już zdecydowanie za mały więc muzykowano - tak jak dziś - po ulicach i skwerach, a  melodia "Sa Ovčara i Kablara", która była częścią obowiązkowego repertuaru I Festynu stała się jego hymnem.

Władze niechętnie przyglądały się Festynowi zarzucając organizatorom iż część imprezy wciąż jest organizowana na dziedzińcu cerkwi (a to znaczy, że cerkiew jest przez cały dzień otwarta!), że uczestnicy ubrani są w bogate stroje ludowe („kułackie” – jak je określali „towarzysze”) lub w biedne opanki (obuwie przypominające nasze kierpce), co ponoć uwsteczniało nację, no a poza tym śpiewano nacjonalistyczne pieśni z okresu I wojny światowej ("Tamo daleko" i "Marš na Drinu"). Ale jak sami wiemy im bardziej owoc zakazany tym bardziej smakuje, a więc Festyn się z roku na rok rozrastał i zataczał coraz większe kręgi, by w pewnym momencie z imprezy lokalnej, później krajowej, przerosnąć w imprezę o randze międzynarodowej. W 1961 roku na festynie zagrały 4 orkiestry. Teraz, w samym tylko finale o miano najlepszej trąbki walczy 40 orkiestr, wybranych z ponad stu, które się do konkursu zgłaszają!      

Dziś, w Serbii, Guča jest biletem dla każdego kto się para grą na trąbce i muzyką etniczną opartą o trąbki. Przed młodymi trębaczami, którzy tu zabłysną otwierają się drzwi do nagrań telewizyjnych, występów w programach muzycznych i niezłego w sumie zarobku. I nawet ci już bardzo znani starają się od czasu do czasu pokazać na Festiwalu w Gučy i doprowadzić rozbawioną publiczność do szaleństwa swoimi przebojami. W 2010 wystąpił na przykład   Goran Bregović (http://www.youtube.com/watch?v=TFvIg_OuJkQ&feature=related),
 rok później ze swoją Balkaniką Sanja Ilić 
http://www.youtube.com/watch?v=bzepUUJJ6rM&feature=related , a cieszący się światową sławą w swej branży Boban Marković zachwycił festiwalową publiczność koncertem na 100 trąbek  http://www.youtube.com/watch?v=zYRJxziMrC0&feature=related.  
Festiwalowi towarzyszą także inne imprezy – wystawy plastyczne, spotkania literackie, konkurs we wznoszeniu toastów i mów pochwalnych, przeglądy strojów ludowych, obyczajów itp. Siłą rzeczy pozostają w cieniu głównego aktora festiwalu tj. trąbki, ale jednak zasługują na uwagę (choć pewnie będąc w Gučy dopiero, któryś raz z rzędu uda nam się wyrwać z magicznego kręgu trąbki i dostrzec inne treści festiwalu). 

Tak oto wygląda historia trąbki serbskim piórem pisana. Trąbka najpierw przygrywała tu do boju, potem ogłaszała pobudkę i ciszę nocną. Wkrótce było kojarzona już nie tylko z wojskowym marszem, ale także z melodiami obwieszczającymi narodziny, chrzciny, wesela. Trąbki grały, gdy trzeba było ogłosić, że na dachu nowowybudowanego domu zawisła już wiecha i wreszcie, gdy trzeba było kogoś wyprawić ostatnią drogę.

Dziś Festiwal w Gučy to nie tylko impreza, na którą autokarami ściąga publiczność z całego świata (także z Polski). To także fenomen kulturologiczny, któremu warto poświęcić uwagę, a może i pracę naukową i z zakresu socjologii i psychologii kultury.

A co sami Serbowie mówią o  Gučy?  Mówią tak:
I ten kto nie jest Serbem w Gučy nim się stanie!
Uważajcie na tych którzy na festiwalu zachowują się normalnie – ci są w normalnym życiu nienormalni!
A kto przeżyje opowie jak było …  

niedziela, 17 czerwca 2012

Sav taj džez...


Sav taj džez...
Inspiraciju za ovaj tekst dala mi je jedna sjajna džez svirka u savršenom ambijentu kad sam poželela da se vreme ako ne zaustavi onda bar da uspori...

Sa svih strana mirisale su lipe (setih se odmah simboličnog naslova knjige Cvat lipe na Balkanu), koža je upijala vrućinu a čula su uživala u zvucima muzike koju je sjajno dopunjavao glas Aleksandra Sopčeka. Svi su majstori zanata i ne znam da li ih je bilo lepše slušati ili gledati dok su se sa osmesima na licu poigravali žicama, dirkama, palicama...

Viđala sam već umetnike koji su poput onih od subote umeli da sa neverovatnom lakoćom začaraju prisutnu publiku. O srpskim džez čarobnjacima pisaću drugom prilikom dok ću ovo nedeljno popodne pokloniti Poljacima.

Decembarsko popodne. Polako se puni Sala Amerikana u Domu Omladine. „Stas“ umetnika ni počemu ne nagoveštava spektakl u kome će publika za trenutak učestvovati. Marćin Vasilevski Trio. Klavir, bubnjevi, kontrabas. Staloženi i ozbiljan kontarbasista i bubnjar čista su supronost sitnog pijaniste čije se emocije izlivaju ne samo kroz zvuk već i kroz pokrete tela i mimiku. Na trenutke kao da se sjedinjuje sa klavirom. Muzika je sjajna, otvorenih tonova, deluje na publiku poput magneta.
Pored sopstvenih uspeha najbolja njihova referenca je i saradnja sa  Tomašom Stanjkom, doajenom poljskog džeza. Muzički kritičari smatraju ovaj džez sastav velikim muzičkim otkrovenjem, često se o njima govori da su trenutno naprepoznatljivija poljska džez formacija, a ima i takvih koji za Marćina Vasilevskog kažu da se đaka poput njega ne bi ni Šopen postideo. U svakom slučaju, Beograđani su dobili pravi novogodišnji poklon u vidu koncerta grupe Marćin Vasilevski trio.

http://www.youtube.com/watch?v=ZfzyruSHdmk&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=N5nO8swILcQ&feature=related

U 2011. godini beogradskoj publici se prestavio još jedan poljski bend: Bester kvartet. Formacija koja je izrasla iz klezemerske muzike (grupa se nakad i zvala Cracov klezmer Band) da bi s vremenom usled evolucije bila bliže džezu nego klezmerima. Danas Bester kvartet (harmonika, violina, kontrabas i bubnjevi – na trenutke umesto bubnjeva dve harmonike ili duvački instrument) izvodi autorske aranžacije lidera formacije tj. Jaroslava Bestera. Njihovu muziku čine improvizacije koje sadrže klezmerske, klasične, savremene i džez elemente. Vrlo su prepoznatljivi u svom stilu i originalnom muzičkom jeziku. Sudeći po reakciji publike muzičari su se sjajno uklopili u očekivanja i afinitete slušaoca koja je gromoglasnim aplauzom pozdravila nastup Bester kvarteta na Kolarcu.

http://www.youtube.com/watch?v=7w96fABeC0U&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=Tea9sWf-JR4&feature=related
Sledeća stanica na putu poljskog džez predstavljanja srpskoj publici bio je koncert Mikolaja Tšaske (2010.god.). Sjajan saksofonista, jedan od najvažnijih prestavnika tzv. yass scene i jedan od onih koji se smatraju odgovornim za poslednju revoluciju u poljskoj alternativnoj muzici. Yass je spoj novog talasa, free džeza, savremenog rocka, nadrealističkog instrumentalnog teatra i poezije. Pored Tšaske predstavnicima yassa smatraju se i Timon Timanjski i Lešek Moždžer (takođe veoma popularan džez muzičar). Tšaska važi tokođe za  jednog od osnivača free džez struje u poljskoj muzici.
http://www.youtube.com/watch?v=mZxRE-L-wLU&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=4oojhF_XXIo
http://www.youtube.com/watch?v=A_FUr7PzKgE

I na kraju ovog beogradskog putovanja nastup grupe Andžej Jagođinjski Trio sa neverovatnim džez aranžacijama Šopenove muzike! Jagođinjski je prekursor „Šopenove struje“ u džezu što je poljski fenomen međunarodnih razmera koji se počev od 1994. stalno širi na nove izvođače. Ima puno pristalica džez izvođenja Šopena (on je sam bio majstor improvizacije) i isto toliko kritičara koji smatraju da džez aranžacije velikana ozbiljne muzike jesu isključivo skrnavljenje njegovog dela. Osim Andžeja Jagođinjskog Šopenovu struju predstavljaju i Lešek Moždžer i Vlođimjež Nahorni. Sva trojica su vodeća imena poljskog savremenog džeza.
http://www.youtube.com/watch?v=dI5wy2wl_FI&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=gb_AaOaQadw&feature=related

A šta je prethodilo savremenom džezu?
Teško je navesti neki konkretan datum za koji bi se moglo vezati početak džez pokreta u Poljskoj. Pre II svetskog rata, slično kao i drugde u Evropi, u poljskim lokalima bilo je „džez izvođenja“  - dakle svirao se Geršvin, Rodgers i Hart. Posle drugog svetskog rata sledi period fascinacije džezom koju nažalost kumunističke vlasti veoma vešto guše. No, rekosmo već da kultura, pa i muzika ne zna za granice niti zabrane. Dakle džez se seli u „katakombe“ (taj period koji traje negde do 1955.godine zove se i katakombskim periodom džeza) dakle svira se ilegalno po kućama ili skrivenim klubovima. Naravno zabrana javnog izvođenja džez kompozicija samo doprinosi njegovoj popularnosti (isto to važi za književnost – čini se da Poljaci nikad nisu bili načitaniji i upućeniji u kulturna zbivanja iza gvozdene zavese nego u vreme najvećih zabrana – svi su čitali ilegalno štampane knjige zapadnih autora, svi su išli u ilegalna pozorišta gde su se prikazivali komadi zabranjenih zapadnih pisaca itd.). Prvi džez festivali u Poljskoj organizovani su u gradu Sopotu na baltičkoj obali (1956  i 1957. god) i zapravo se oni smatraju nekim začetkom čuvenog varšavskog festivala Džez Džembori (Jazz Jamboree) – jedan od najstarijih džez festivala u Evropi.
Poljski džez pedesetih godina nije bio na nekom zavidnom nivou – što i nije tako čudno ako se uzme u obzir da su ga izvodili uglavnom muzičari-amateri i da su to bile pre svega improvizacije (uz puno poštovanje „džez normi i pravila“).
U tom periodu (počev od 1956) formira se i tzv. „Poljska škola džeza“ – jak umetnički pokret muzičara koji svoju fascinaciju cool i hard bop stilom ukrštaju sa postromantičarskim elementima slovenskog melosa. Sve to propraćeno odličnom tehnikom umetnika. Poljska škola džeza svakako je bila primećena umetnička pojava koja nije bila bez uticaja na evropski pa i svetski džez. Predstavnicima tog pokreta se smatraju: Kšištof Komeda, Mječislav Koš, Mihal Urbanjak, Zbignjev Seifert, Jan Vroblevski, Zbignjev Namislovski, Tomaš Stanjko, Andžej Tšaskovski, dok mnogi bendovi i umetnici koji su izvodili tradicionalni džez ostaju izvan tog pokreta. Svi gore navedeni muzičari postali su s vremenom lideri bendova i stilskih porekta u poljskom džezu dok je Kšištof Komeda snimio sa svojim Kvintetom album Agnostic, koji se smatra za najbolju ploču i istoriji poljskog džeza. Sam Komeda (umro je 1969.god) smatra se najreprezentativnijim poljskm džez muzičarom. Inače poslednje godine donele su pravu renesansu Komedinog stvaralaštva – naravno u novim aranžacijama i interpretacijama.               
Današnjicu poljskog džeza obeležavaju imena mnogih sjajnih umetnika. Kao neosporivi  „broj jedan“ navodi se svakako Tomaš Stanjko (beogradska publika imala je priliku da ga čuje pre par godina uživo). Stanjko, koji spada u predstavnike free jazz pokreta, veoma je prepoznatljiv u svojim kompozicijama, i bez obzira na godine veoma je aktivan na muzičkoj džez sceni.
Sledeće veliko ime poljskog džeza je Zbignjev Namislovski, veoma zahtevan mentor najpoznatih poljskih džez izvođača. Slično Stanjku stvorio je sopstveni, lako prepoznatljiv stil, a njegove kompozicije često prelaze granice klasičnog shvatanja džeza.
Na spisku velikana poljskog džeza ne smeju se izostaviti  Henrik Majevski (tradicionalni džez), Mihal Urbanjak - najpoznatiji u svetu poljski džez muzičar, veoma poznat u SAD, lansirao je mnoge svetski poznate muzičare poput Markusa Milera, Kenija Kirklanda ili Džona Aberkembija, kao i Jan Ptašin Vroblevski (njegove kompozicije su najbliže straight ahead jazzu, mainstream-u, ali se često i nadovezuje na tzv.Third Stream).
Svi ovi umetnici čine klasiku poljske džez scene. Tom statusu se bliži i Lešek Moždžer, neosporivo jedan od vodećih umetnika na džez „karti“, sjajan pijanista koji se s vremena na vreme oprobava u raznim novim varijantama džeza i u svakoj je podjednako dobar.

http://www.youtube.com/watch?v=_ItrEin65sY&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=uRcg7Ec2KMQ&feature=related

Poljaci vole klupsku muziku. U svakom većem gradu ima bar nekoliko klubova gde se svira dobar džez, bluz, soul ili druge vrste muzike. To je odlična navika – posebno što neke vrste muzike ipak mnogo bolje zvuče u intimnoj atmosferi nego u koncertnim uslovima, naravno, ako postoje uslovi za to. Ja se lično nadam se da će i u Beogradu biti sve više mesta poput Jazztorana koji mi je bio inspiracija za ovaj tekst.